16.01.2011 r. NIEDZIELNY PORANEK I WIECZÓR
Obudziłem się dziś o 10ej. Leżąc w łóżku, przeanalizowałem wczorajsze szkolenie z „Zarządzania sobą” dla pierwszej gupy „zarządczej” naszego najnowszego projektu dla społeczności biznesowej. Są takie momenty w pracy trenera, kiedy wszystko się układa, kiedy słowa napływają z ogromną łatwością, grupa rezonuje, wibruje, doświadcza się wówczas stanu „przepływu” („PRZEPŁYW” Mihaly Csikszentmihalyi),momentu uszczęśliwiającego... Wstałem i „garfildzio” ruszyłem do kuchni zrobić kawę, o tak, ten moment „niespieszności” mógłbym na stop klatce powtarzać w nieskończoność ;-) Ci, którzy potrafią doświadczyć chwili „nic nie muszenia” w trakcie tygodni o wysokiej amplitudzie intensywności wiedzą o czym piszę i co wówczas czułem. Z kubkiem w dłoniach siadłem przed telewizorem, TVN24 - nie, nie, nie! Dziś moje „naczynie” się przelało, jeszcze jedna informacja na temat raportu w sprawie katastrofy, jeszcze jedna informacja płynąca z ust jednego kolesia z drugim, nie ważne czy to z prawej czy z lewej strony a... wyłączyłem telewizor. Przeczytałem świetny wywiad Najsztuba ze Sztuką we WPROST, najlepszym tygodnikiem w tym kraju. Brawo. Otwarto Coffee Heaven w C.H. Molo, natychmiast z A. przetestowaliśmy kawę w nowym miejscu przy wtórze ciastek ekologicznych :-) Dziękuję za pomoc przy myciu kamieni do kominka, kupionych w „merlin monroł” - to taka nazwa zamienna za niewymawialne Leroy Merlin ;-)
Wieczór z bliskimi (J. ogromnie się cieszę, że czujesz się już lepiej, ostatnie dni były bardzo niepokojące). Teraz siedzę w swoim gabinecie domowym i planuję tydzień, wokół cisza. Czuję spokój.

