19.12.2011 Home Office
Pobudka, kubek z kawą (ale o tym już wszyscy wiedzą), cisza. Śniadanie przy stole. Myślę o Świętach, czas zrobić zakupy i rozpocząć kulinarne przygotowania. O prezentach, myślę szczątkowo, bo nie one są Istotą zbliżających się dni, poza tym psuć sobie nastrój wyobrażając sobie pielgrzymkowy tabun przemieszczający się przez centra handlowe, nie.
Dziś pracuję w domu, spokojnie, w swoim rytmie, towarzyszy mi jedynie cichy dźwięk włączającej się i wyłączającej lodówki. Analizuję superwizyjnie kolejne sety szkoleniowe, przerywam, czytam fragment „Drwala” (muszę coś nowego znaleźć na Święta). Wracam do pracy. Rozmawiam z A., znów wracam do pracy... proces. Bardzo lubię, zauważam, że przychodzi mi do głowy więcej pomysłów na nowe projekty właśnie kiedy mogę pracować w domowym gabinecie. Właściwie to mam poczucie odpoczynku.
Jadę do firmy, 3 spotkania coachingowe i wracam do siebie. Pani K. podarowała mi piękny stroik, dziękuję również autorce tej świątecznej niespodzianki :-)
"Przednoc", siedzę już bibliotecznym fotelu, obok zielona herbata z wanilią i lidlowe trufle z belgijskiej czekolady, w tym roku o niższej wadze nie ma już mowy, życie! :-) Ostatnie strony książki, tykanie zegara, lodówka wciąż kocio mruczy. Dobranoc, wszystkim po drugiej stronie... stolika.
http://www.youtube.com/watch?v=VuhusthsUWM

