20.02.2011 PAŃSTWO W PIGUŁCE
Hotel jest jak państwo w pigułce. Każdy obiekt ma swoje własne prawa: śniadania od do, za ręcznik 10 Euro zastawu, basen do 20:00, na kolację przychodzimy w długich spodniach, jedno razowy pobyt w saunie gratis... Są tutaj Polacy, Niemcy, Japończycy, Rosjanie, Francuzi, Brytyjczycy, Hiszpanie, Szwedzi, Amerykanie pewnie i goście innych narodowości również. Przyglądam się fenomenowi tej koegzystencji już kolejny raz. Szczerze się do siebie uśmiechamy, przepuszczamy w drzwiach, mówimy „hallo”, rozmawiamy ze sobą, obserwujemy, respektując przy tym „prawa hotelu”. Im dłużej to trwa, tym mniej niepokoju, tym więcej otwartości, tym więcej „kredytu zaufania” dla innych, następnym razem, w przyszłości. Wszystko w atmosferze wzajemnego szacunku, sympatii i refleksji, że mamy prawo do współbycia, że mamy prawo do odpoczynku, do doświadczania dziedzictwa kulturowego innych narodów, innych ludzi. Bez zmuszania innych do bycia takimi jak my, bez pretensjonalności, chamstwa i zaściankowości, porównywania się z innymi mającego leczyć kompleksy. Bez wojny i terroru, bez religijnego szaleństwa, bez politycznej wścieklizny.
Czasami mam wrażenie, że za jakiś czas Hotele będą jednymi z nielicznych miejsc, w których będziemy mogli doświadczyć bycia z innymi ludźmi w poczuciu bezpieczeństwa i szacunku dla odmienności.

