22.12.2010 GDYBY CHOĆ RAZ BEZ „PREZENTU”. RÓJ LUDZKI!
Galerie handlowe w mieście, rój. Jesteśmy jak w stanie szaleństwa, amoku. Wszyscy kupują „prezenty”, mamona leje się strumieniami, a my z obłędem w oczach biegamy od jednego sklepu do drugiego. Cholera a więc tego dotyczą te Święta. Sensem stał się koncert świecidełek, konkurs cen, walka o konsumpcyjne podium.
Co by się stało gdyby w trakcie wieczerzy nikt nie myślał o tym kto co komu da, co otrzyma? Musielibyśmy stanąć „nadzy”, „transparentni w intencji i sumieniu”... Więc ruszamy po „prezenty”.
Co roku chcę by te dni stały się DNIAMI SPOTKANIA przy odświętnym STOLE, uniesienia wynikającego z poczucia bliskości, kontaktu, realizacji pragnienia by choć przez chwilę być takim jakim być może cały rok nie przychodzi nam łatwo. Wówczas zjawia się ona, duchowość, staje się ŚWIATŁO. A kiedy jest ONO, katoliki, Rosjanin, buddystka, gej, ateista, czarnoskóry, Żydówka, krawcowa, naukowiec... wszyscy znajdują przy STOLE miejsce. Jedynie w te dni... choć czasami niestety nawet i w te dni, nie.

